Zakład Opiekuńczo-Leczniczy Serdeczna Troska Złota Jesień.
4,2 43 opinie
Na podstawie opinii z Google
Zakład Opiekuńczo-Leczniczy Serdeczna Troska Złota Jesień w krakowskich Bieńczycach zapewnia całodobową opiekę dorosłym pacjentom, którzy wymagają stałego wsparcia lekarskiego, pielęgniarskiego i rehabilitacyjnego. Placówka dysponuje 120 miejscami w ZOL oraz 22 miejscami w stacjonarnym oddziale paliatywno-hospicyjnym, dlatego trafiają tu zarówno osoby przewlekle chore i niesamodzielne, jak i pacjenci potrzebujący opieki u kresu życia.
Na miejscu dostępne są pokoje dwuosobowe z telewizorem, klimatyzowane oddziały, łóżka sterowane pilotem, materace przeciwodleżynowe oraz system przywołania personelu. Codzienne funkcjonowanie uzupełniają rehabilitacja, fizjoterapia, terapia zajęciowa, wsparcie psychologiczne, logopedia i opieka kapelana. Pacjenci mogą korzystać także z sali rehabilitacyjnej, sali terapii zajęciowej, kaplicy oraz dziennych sal telewizyjnych.
Własna kuchnia przygotowuje posiłki z uwzględnieniem potrzeb dietetycznych pacjentów, a działająca przy placówce pralnia ułatwia organizację dłuższego pobytu. Budynek ma pięć pięter, a jego wyposażenie obejmuje również specjalistyczny sprzęt do fizjoterapii, między innymi lampę Sollux i urządzenia do drenażu limfatycznego.
Przyjęcie do ZOL wymaga skierowania, wywiadu pielęgniarskiego, zaświadczenia lekarskiego i oceny pacjenta według skali Barthel. Wszystkie miejsca przy os. Złotej Jesieni są refundowane przez NFZ, podobnie jak świadczenia opieki paliatywnej. To placówka dla osób, którym potrzebna jest stała opieka medyczna, rehabilitacja i bezpieczne warunki pobytu, gdy samodzielne funkcjonowanie w domu przestaje być możliwe.
Opinie gości.
4,243 opinie
Ola Kwiatkowska
Nie polecam, nie wiem jak jest na piętrze. Mój przyrodni brat leżał na oddziale paliatywnym na parterze. Małe sale po dwa łózka . Jeden umierający patrzy jak umiera ten obok niego. Mój brat by ł dwa tygodnie . Przeżył dwóch umierających .Jak przyjdzie rodzina do obu to jest tłok , nie ma na czym usiąść. Na korytarzu nie wolno przebywać. Brak empatii i wyobraźni wśród personelu. Brat wcześniej w szpitalu na Skarbowej przeszedł zapalenie płuc . A tu była kąpiel , panie wiozły go przez korytarz . Jak przyjechałam to leżał skulony na łóżku i trząsł się z zimna . Nikt się nie zainteresował . Wyjęłam z szafy szlafrok , kurtkę. Przykryłam ,żeby się zagrzał. Lubił obarzanki. Panie opiekunki strofowały go ,że kruszy na łóżku i kazały mu trzymać ręce z obarzankiem w foliowym woreczku. Leżał przy oknie . To był marzec . Czasami sobie kichnął i zostawiał chusteczki , wzdłuż ciała na łóżku. Znowu reprymenda , że śmieci, mimo że ja byłam codziennie i jak były to sprzątałam. W końcu przywiązały worek na śmieci do stolika przy łóżku i tam kazały mu wyrzucać chusteczki. przy czym stolik zawsze odsuwały pod ścianę za głowę. Mnie by tam trudno było dostać, a co dopiero leżącemu słabemu umierającemu człowiekowi. To samo zrobiły umierającemu obok Panu , który z wielkim trudem poruszał się na łóżku . Jemu tez tez kładły telefon komórkowy ,który miał pod ręką na łóżku na stolik i odsuwały stolik do góry pod ścianę , bo tak jest ładnie. Kiedy telefon mu dzwonił ,a ja byłam to podawałam mu ten telefon i mógł sobie porozmawiać z żoną. Byłam świadkiem jak pielęgniarka stanęła nad tym Panem i podniesionym głosem z akcentem pewnie ukrainka powiedziała do niego , ... "przecież mówiłam panu żeby pan się podniósł do góry ." Pacjent się wystraszył. Podeszłam i z zagłowia chwyciłam go pod ramiona żeby mu pomóc . Nie wiele to pomogło , bo mam chorą rękę .On uchwycił się trójkąta zwisającego nad łóżkiem, ale też nie wiele to pomogło. Był słaby i ciężki. Pani pielęgniarka tylko stała i się przyglądała. Przyniosłam bratu kawę, szklankę , łyżeczkę , ale czekał na mnie , bo nie miał kto mu tej kawy zalać. Obiady jak nie zjadł to szybko zabierały , bo nie mają czasu, a prosiłam , że może zje za chwile. Przynosiłam swoją łyżeczkę , szklankę ,ściereczkę wszytko znikało mimo, że prosiłam żeby zostawić , bo jestem codziennie to umyje , a ściereczkę przyniosę nową. Poprosiłam o kontakt z księdzem który podobno przychodzi do tej jednostki. Pani na rejestracji powiedziała , ze nie mają telefonu do księdza ( oczywiście kłamała),..że on przychodzi , ale nie wiedzą kiedy, ani skąd ani jak sie nazywa. Powiadomiła mnie , że na dole jest kaplica. kaplica mieści się w małej sali treningowej . Za zasłonką jest stół i krzyż na ścianie . Nie widziałam tam tabernakulum. Nie ma żadnej wiadomości o mszy , żadnego telefonu do księdza. Może ja czegoś nie rozumie , ale dla mnie to jest kpina o czym powiadomiłam personel. Brat miał parkinsona , zażywał leki więc dłoń trzęsła mu się kiedy się zdenerwował. taką dłoń zauważyłam następnego dnia. Okazało się , że pani kierowniczka jemu zrobiła awanturę, że mnie się coś nie podoba . To jakim trzeba być człowiekiem żeby umierającemu robić wymówki .... zostawiam to bez komentarza . To przykre , że człowiek musi odchodzić w takich miejscach . To , że jest czysto to jest mało. Niestety tak jak w przypadku mojego brata przyrodniego syn tak zadecydował . Nie moja rzeczą jest oceniać jego decyzje, ale w tym zakładzie przynajmniej na oddziale paliatywnym powiedzenie o serdecznej trosce to jest przesada.
Beata
Jesteśmy bardzo wdzięczny personelowi Zakładu. Opieka w domu nad naszą mamą nie była możliwa, więc konieczne było umieszczenie jej w specajlistycznym ośrodku. I nie przesadzę jak napiszę, że nie spodziewałam się takiej życzliwości, empatii, profesjonalizmu ze strony każdej z osób tam pracujących, rewelacyjna opieka, Pani doktor zawsze jak zajdzie potrzeba zleca badania, monitoruje wyniki, wszystko wyjaśnia, zawsze ma cierpliwość i czas dla nas. Pozostały personel , każda z Pań i Panów tam pracujących jest bardzo przyjazmny, empatyczny, wyrozumiały, a tej wyrozumiałości tam szczególnie potrzeba. Warunki pobytu w tym Zakładzie nie przypominają w żadnym wypadku warunków szpitalnych, każdy pokój wyposażony w telewizor, szafę, biureczko, byliśmy bardzo zaskoczeni jak po raz pierwszy to zobaczyliśmy, oczywiście pozytywnie zaskoczeni. Posiłki domowe. Opieka i warunki na najwyższym poziomie.
Monika
Niestety po pobycie w tej umieralni serdeczna troska mój tato zmarł. Tak, mogę to napisać wielkimi literami TO JEST UMIERALNIA. Tam się nikt nie interesuje chorym człowiekiem. Wystarczył niespełna miesiąc aby mój tato okropnie schudł, dostał odleżyn i pomimo przeniesienia do innego ośrodka już się nie podniósł. Zmarł po 2 miesiącach od przeniesienia. Ostrzegam wszystkich którzy myślą o umieszczeniu swoich bliskich w tym miejscu i dziwię się niektórym dobrym opiniom. Mój tato był na ostatnim piętrze.
Hubert Łatka
Ośrodek zasługuje na wysoką ocenę. Moja bliska osoba przebywa tam od dłuższego czasu i jesteśmy bardzo zadowoleni z opieki, jaką otrzymuje. Czysto, schludnie, panuje spokojna atmosfera. Personel profesjonalny, kompetentny i serdeczny wobec podopiecznych. Osoby starsze mają zapewnioną doskonałą opiekę. Bardzo dziękuję za opiekę!
Marta Sadowska
Jesteśmy wdzięczni całemu Personelowi ZOLL za wspaniałą opiekę nad moja mamą. Przede wszystkim ogrom empatii i fachowe podejście Pana Doktora. Bardzo czysto w pokojach i pacjent zadbany na najwyższym poziomie. Ogromnie POLECAM !!!!
kmr91
Generalnie Pani z sekretariatu bardzo miła i sympatyczna. Co do pielęgniarek i innego personelu...cóż nie będę szerzej komentował bo średnio się to do publikacji nadaję. Bardzo słabo.